sobota, 12 czerwca 2021

Taint - Under Control [2020]

Pszczyński TainT, jak piszą sami muzycy, jest kwartetem, który swoje brzmienie definiuje jako metal alternatywny połączony z grunge'm i z dużą porcją groove'u. Grupa została założona już 6 lat temu, ale dopiero po kilku zmianach personalnych oraz stylistycznych ruszyła naprzód i chcąc pokazać się szerszej publiczności nagrała debiutancką EPkę zatytułowaną Under Control.

Niewątpliwą zaletą Under Control jest brak monotonii, w którą zdarza się czasem popadać młodym zespołom. W tym przypadku mamy umiejętnie dobraną tracklistę, która po agresywnym początku zwalnia "dając oddech" słuchaczowi, by po chwili ponownie przygnieść go ciężarem kompozycji. Otwierający album Chaos uderza w głośniki z naprawdę solidną energią. Agresywna perkusja i ciężki riff pędzą do przodu przywodząc na myśl skojarzenia z takimi zespołami jak P.O.D. czy Asking Alexandria. Jak wspomniałem we wstępie istotnym elementem muzyki TainT jest groove, stąd następny na płycie Maze of Souls to utwór wyraźnie wolniejszy od poprzednika, jednak nadal zawierający w sobie odpowiedni ciężar i cios. Podobnie jest zresztą w The End of Our Days, którego agresywne gitary i lekko transowy wokal zapadają w pamięć od pierwszego odsłuchania. Crown pomimo tego, że nie jest ani najkrótszym, ani najszybszym utworem na płycie ukazał się jako singiel promujący całość i była to dobra decyzja - świetny groove, wyrazisty bas, zmiany tempa, bez wątpienia to kwintesencja tego co znajduje się na całej EPce. Album zamyka Emeth, tym razem najdłuższy na płycie (trwający ponad 6 minut), w którym głównie za sprawą wykorzystanego Whammy można usłyszeć echa Rage Against the Machine. Warto zwrócić też uwagę na "połamane" przejście, które ponownie wprowadza słuchacza w transowy klimat, by zakończyć w agresywny i zadziorny sposób.

Nie miałem okazji posłuchać TainT na żywo, ale gdy tylko obecna sytuacja w kraju wróci do normy z pewnością nadrobię zaległości. Krótko podsumowując, muzyka TainT łączy w sobie wszystko to, co najlepsze w muzyce - ciężar oraz niesamowity feeling i groove. Kompozycje pędzą do przodu jak szalone i zostają w głowie. Ciekawa rzecz zarówno dla miłośników riffowania spod znaku Avenged Sevenfold, jak i dla miłośników bardziej stonerowych kapel.

Etykiety:


niedziela, 25 października 2020

Recenzja: TainT - Under Control [2020]


Pszczyński TainT, jak piszą sami muzycy, jest kwartetem, który swoje brzmienie definiuje jako metal alternatywny połączony z grunge'm i z dużą porcją groove'u. Grupa została założona już 6 lat temu, ale dopiero po kilku zmianach personalnych oraz stylistycznych ruszyła naprzód i chcąc pokazać się szerszej publiczności nagrała debiutancką EPkę zatytułowaną Under Control.

Niewątpliwą zaletą Under Control jest brak monotonii, w którą zdarza się czasem popadać młodym zespołom. W tym przypadku mamy umiejętnie dobraną tracklistę, która po agresywnym początku zwalnia "dając oddech" słuchaczowi, by po chwili ponownie przygnieść go ciężarem kompozycji. Otwierający album Chaos uderza w głośniki z naprawdę solidną energią. Agresywna perkusja i ciężki riff pędzą do przodu przywodząc na myśl skojarzenia z takimi zespołami jak P.O.D. czy Asking Alexandria. Jak wspomniałem we wstępie istotnym elementem muzyki TainT jest groove, stąd następny na płycie Maze of Souls to utwór wyraźnie wolniejszy od poprzednika, jednak nadal zawierający w sobie odpowiedni ciężar i cios. Podobnie jest zresztą w The End of Our Days, którego agresywne gitary i lekko transowy wokal zapadają w pamięć od pierwszego odsłuchania. Crown pomimo tego, że nie jest ani najkrótszym, ani najszybszym utworem na płycie ukazał się jako singiel promujący całość i była to dobra decyzja - świetny groove, wyrazisty bas, zmiany tempa, bez wątpienia to kwintesencja tego co znajduje się na całej EPce. Album zamyka Emeth, tym razem najdłuższy na płycie (trwający ponad 6 minut), w którym głównie za sprawą wykorzystanego Whammy można usłyszeć echa Rage Against the Machine. Warto zwrócić też uwagę na "połamane" przejście, które ponownie wprowadza słuchacza w transowy klimat, by zakończyć w agresywny i zadziorny sposób.

Nie miałem okazji posłuchać TainT na żywo, ale gdy tylko obecna sytuacja w kraju wróci do normy z pewnością nadrobię zaległości. Krótko podsumowując, muzyka TainT łączy w sobie wszystko to, co najlepsze w muzyce - ciężar oraz niesamowity feeling i groove. Kompozycje pędzą do przodu jak szalone i zostają w głowie. Ciekawa rzecz zarówno dla miłośników riffowania spod znaku Avenged Sevenfold, jak i dla miłośników bardziej stonerowych kapel.

Ocena: 10/10

 

piątek, 17 kwietnia 2020

Recenzja: Hai to Gensou no Grimgar [2016]


Hai to Gensou no Grimgar | Animanga Wiki | Fandom

Haruhiro budzą nieznane mu głosy, po otwarciu oczu widzi gromadę nieznajomych twarzy równie zaskoczonych co on. Okazuje się, że nikt nie wie gdzie się znajdują, jak tu dotarli, a co najważniejsze wszyscy stracili wspomnienia… brzmi znajomo? Na tym etapie byłem pewny, że mam do czynienia z kolejnym Isekai*, w którym bohaterowie będą wesoło przemierzać nieznany im świat doświadczając niezliczonych przygód i atrakcji. Na całe szczęście tak się nie stało...
Czytaj więcej »

czwartek, 16 kwietnia 2020

Recenzja: Testament - Titans of Creation (2020)



Czy lubicie Nowy Testament?


To pytanie, w środowisku metalowym funkcjonujące w formie żartu, jest aktualne co kilka lat, bo z taką częstotliwością swoje kolejne krążki wydaje thrashmetalowy gigant Testament. Cztery dni temu światło dzienne ujrzała płyta "Titans of Creations", następczyni może nie nieudanego, ale niezbyt docenianego "Brotherhood of the Snake" sprzed czterech lat.
Czytaj więcej »

środa, 15 kwietnia 2020

Recenzja: Thrawsunblat - Matachtonia (2016)


Kanadyjski Thrawsunblat założony w 2009 roku ma w składzie trzech muzyków. Wszyscy wcześniej grali w Woods of Ypres, zatem nikogo nie powinien dziwić fakt, że krążek Brendana Haytera, Rae Amitaya oraz Joela Violette pod nowym szyldem buduje klimat nie tylko swoimi posępnymi melodiami i lirykami, ale także ciężarem. Dzięki temu wszystkiemu podczas słuchania Metachtonii czułem się, jakbym zbłądził w niekoniecznie opuszczonym lesie na skraju cywilizacji. Muszę przyznać, że to osobliwe uczucie zagubienia jest wciągające i jeszcze bardziej potęguje narastającą z każdym utworem atmosferę czegoś niepokojącego, czającego się za rogiem.
Czytaj więcej »