czwartek, 16 kwietnia 2020

Recenzja: Testament - Titans of Creation (2020)



Czy lubicie Nowy Testament?


To pytanie, w środowisku metalowym funkcjonujące w formie żartu, jest aktualne co kilka lat, bo z taką częstotliwością swoje kolejne krążki wydaje thrashmetalowy gigant Testament. Cztery dni temu światło dzienne ujrzała płyta "Titans of Creations", następczyni może nie nieudanego, ale niezbyt docenianego "Brotherhood of the Snake" sprzed czterech lat.
Dawniej na krążkach metalowych oprócz dynamicznych i ostrych utworów musiała znajdować się jedna "pościelówa", która zapewniała chwilę spokoju. Testament postanowił pójść inną drogą i po raz kolejny postawić na jeden nieco bardziej radiowy, melodyjny utwór z wyrazistym refrenem. Na "Titans..." jest nim "Dream Deceiver", niemal hevymetalowa kompozycja, pokazująca dużą uniwersalność muzyków. Bo oprócz wyżej wymienionego, otrzymaliśmy nie tylko kawałki typowo thrashowe (singlowy "Children of the Next Level", "WWIII"), ale też powrót do znacznie cięższego grania, znanego fanom grupy z płyt "Demonic" i "The Gathering". Objawia się to szczególnie w wyróżniającym się na tle pozostałych utworze "Curse of Orisis", w którym to Eric Peterson, zazwyczaj odpowiadający za bujające riffy, zmienia Chucka Billy'ego przy mikrofonie by wydać z siebie blackmetalowy skrzek.
Jako całość "Titans of Creation" to album bardzo klarowny. Dostaliśmy materiał, w którym wprawdzie słychać różne wpływy, przywodzące na myśl dawne dokonania formacji, ale klamrą spinającą wszystkie 12 utworów jest ciężki, choć melodyjny thrash, w którym kwintet z Bay Area czuje się zdecydowanie najlepiej. Możemy zatem ponownie usłyszeć zarówno świetne solówki, wgniatające w podłogę potężne riffy, jak i oczywiście wokal niezłomnego Chucka, bez którego Testament nie byłby tak charakterystyczną załogą. Mieszanka tych elementów prowadzi do złożonych kompozycji, którym należy poświęcić sporo czasu, aby kompletnie się w nie "wgryźć" i poznać w stu procentach.
Będzie to zadanie niezwykle przyjemne, bo muzycy po raz kolejny udowodnili, że są filarami thrash metalu, a najnowsze dziecko tylko potwierdza ich wielką klasę. "Titans of Creation" jest jedną z najlepszych płyt Testamentu w XXI wieku, mogącą śmiało stawać w szranki ze znakomitym "Dark Roots of the Earth" w rankingu najbardziej udanych krążków obecnego tysiąclecia w dorobku formacji.
Ocena: 9/10